Zza ściany dobiegał głos ojca. „Mówię ci. Wojna wybuchnie lada chwila….Tak, jestem tego pewny. Wczoraj wieczorem w radio udało mi się złapać przemowę Hitlerai wysłuchałem prawie całą. Ten szaleniec jest gotowy …… już niedługo zaatakuje Polskę.” Miałam wrażenie, że ojciec rozmawiał przez telefon od samego rana. Jego głos był cichy, zimny, przytłumiony co podkreślało wagę jego słów. Zawsze mówił w ten sposób, gdy był czymś bardzo poruszony. Już wolałam podniesiony głos mojej matki bo wiedziałam, że jej złość szybko mija. Lecz słysząc ojca, docierało do mojej świadomości, że dzieje się coś złego….

Siedziałam u siebie w pokoju na łóżku, oparta o mojego dużego pluszowego miśka próbując skoncentrować się na czytaniu książki. Dzień był upalny i poprzez cieniutką sukienkę szorstki materiał mojego ukochanego zwierzaka stawał się nie do zniesienia. Dlaczego nie idziemy nad rzekę? To był ostatni dzień urlopu ojca i moich wakacji i mieliśmy popływać naszą łodzią. Taki przynajmniej był plan, gdy mama wychodziła do pracy. Obok mnie leżała przygotowana mała torba z kostiumem kąpielowym. Byłam gotowa i czekałam. Wciąż miałam nadzieję, że jednak popływamy po Wiśle.

Tato po raz kolejny rozmawiał z kimś przez telefon. Spojrzałam na zegar i pomyślałam, że Tusia zaraz zawoła mnie na obiad i za chwilę będzie za późno na wypad nad wodę. Choć wiedziałam, że nie powinnam, zamykając książkę zagięłam róg strony. Wsłuchiwałam się w słowa ojca z coraz większą uwagą i zaczęłam odczuwać ogarniający całe moje ciało niepokój. Serce podchodziło mi do gardła i zaczął mnie ogarniać strach.

Ojciec zadzwonił pod jeszcze jeden numer i wydawało mi się, że za każdym razem powtarzał dokładnie to samo. „Niemcy nadają przemowy Hitlera co noc i celowo kierują je na Polskę”. Jego głos stawał się coraz bardziej zmęczony i ostry. „Ten szaleniec jest w jakimś amoku. Mówi, że potrzebuje „Lebensraum” (siedlisk) i aby je zdobyć zamierza zająć Polskę. Tak właśnie powiedział. Najpierw korytarz, a potem reszta. Nie, nie sądzę aby blefował”. Ojciec zatrzymał się na moment, zapalił papierosa i ze słuchawką na ramieniu słuchał przez kilka minut. „Och tak, powiedział kiedy. Powiedział, że zrobi to wkrótce bo chce skończyć zanim pogoda się zmieni. Tak Edku, ten drań tak powiedział. Oczywiście, że mówił po niemiecku. Ala też tego słuchała, znamy niemiecki i doskonale go rozumiemy.

Usłyszałam imię wujka Edka, który choć właściwie nie był moim wujkiem zawsze chciał bym go tak nazywała. Bardzo go lubiłam, jego poczucie humoru i uwielbiałam gdy z ojcem śmiali się i żartowali. Teraz byłam zdziwiona jak poważnie ze sobą rozmawiali.

Stanęłam na progu pokoju ojca. Dzień był naprawdę gorący a ja wiedziałam jak bardzo nie lubi takiej pogody chyba, że pływa po Wiśle w swojej małej łódce. I choć półprzymknięte okiennice chroniły przed upalnym słońcem, widziałam jak wyciera czoło dużą białą chustką. Wyraźnie czułam, że czuje się źle i jest bardzo zdenerwowany. Rozmowa z wujkiem Edkiem trwała dalej. „Tak, siedzę przy telefonie cały ranek i już rozmawiałem z Markiem i Józefem. Oni uważają tak jak ty, nie nie powinniśmy brać słów tego maniaka na serio. Że to tylko propaganda. Oczywiście wiem, że jeśli Hitler napadnie na Polskę to Anglia i Francja wypowiedzą Niemcom wojnę. Ale niestety jestem przekonany, że on nie blefuje. Chce wojny, jest na nią gotowy i może zacząć lada chwila. Nawet w poniedziałek. Edku, może wejdziecie z Reginą dziś wieczorem? Już zaprosiłem Józefa i Marka, też przyjdą z żonami. Bądźcie około dziewiątej, to razem posłuchamy tej stacji i wówczas zobaczysz o czym mówię. Do zobaczenia wieczorem.

Ojciec odłożył słuchawkę całą mokrą od potu.

Choć bardzo się starałam, to nie mogłam zrozumieć o czym rozmawiali. Jedyne co do mnie dotarło, to wieczór pełen gości. Od razu lepiej się poczułam. Uwielbiałam gdy do rodziców przychodzili przyjaciele, śmiech taty, radosną matkę. Udzielał mi się wówczas ich dobry nastrój. Nie mogłam się doczekać wieczoru. Tym bardziej, że pokój z radiem sąsiadował z moim i może wówczas usłyszałabym ich rozmowę i w końcu cokolwiek zrozumiem?

Spojrzałam na zegar. Wybiła godzina pierwsza. Pomyślałam, że jak to mówią dorośli, nie opłaca się już wyjmować z hangaru łódki. W tym samym momencie Tusia zawołała mnie na obiad. Po zjedzeniu posiłku rozłożyłam torbę, włożyłam kostium do szafy i postanowiłam przygotować się na pierwszy dzień w szkole. Przecież poniedziałek jest już za dwa dni…. Czy wszystko mam? Mój nowy tornister jest zachwycający. Ale…. co z tą wojną? Tato mówił coś o poniedziałku….. Czy wojna może być ważniejsza od szkoły?

Słowo „wojna”, które podczas porannych rozmów ojca padło tyle razy, powoli zaczęło się zmieniać w mojej głowie w tekst piosenki, którą często razem śpiewaliśmy. Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani, że za tobą idą chłopcy malowani? Ale czułam, że TA wojna nie będzie miała nic wspólnego z piosenkami czy opowieściami w książkach. TA wojna będzie prawdziwa. Bardzo zła.

Trzymając swój nowy tornister w ręku podeszłam do taty. Siedział na kanapie spocony, smutny, zmęczony. Uśmiechałam się się do niego, jakbym chciała mu pokazać, że nie jestem rozczarowana, że nie poszliśmy pływać.

– Tato, co powinnam zabrać ze sobą do szkoły w poniedziałek?

– Nauczycielka na pewno ci wszystko powie – odpowiedział bez uśmiechu i spojrzał na mnie strapiony, jakby z lękiem. Pocałowałam go szybko nie wiedząc co robić dalej. Po chwili otrząsnął się i ze śmiechem powiedział – No to zobaczmy co możemy włożyć to twojego nowego tornistra. Kilka minut później mama wróciła z pracy. Weszła uśmiechnięta, pełna energii. Pięknie wyglądała z zaróżowionymi policzkami,w swoim białym kapeluszu. Jednak wystarczyło jedno spojrzenie na ojca i zapytała:

Co się stało, źle się czujesz? Jesteście w domu tak wcześnie.

Nie, jestem po prostu bardzo zmęczony – odpowiedział ojciec.

Stałam zapatrzona na moją matkę. Gdy się uśmiechała, uważałam ją za najpiękniejszą kobietę na świecie. Odstawiłam szkolną torbę i z wielką uwagą słuchałam.

– Będziesz ze mnie dumny gdy powiem ci co zrobiłam – mówiła matka podekscytowana – po wczorajszym przemówieniu Hitlera postanowiłam przygotować się do wojny. Zresztą wszyscy nie mówią o niczym innym. Wyszłam z pracy trochę wcześniej i poszłam do mojej przyjaciółki, która ma sklep spożywczy. Kupiłam mąkę, cukier, olej na sześć miesięcy. Wprawdzie minister Beck mówił, że pokonanie Niemców zajmie nam około trzech miesięcy ale ja wolę się zabezpieczyć. Poprosiłam aby jeszcze dzisiaj to do nas dostarczyła. Poprosiłam też Jana z naszego biura, aby zbił nam dwie drewniane skrzynie na te produkty i również dzisiaj je do nas przywiezie.

Zakończyła dumna z siebie, patrząc na ojca i czekając na jego pochwały.

– Ależ jestem z ciebie dumny. To świetna myśl, że zrobiłaś to dzisiaj. W przyszłym tygodniu mogłoby być za późno. Tak – powtórzył całując matkę w policzek – mądra jak zwykle. Inni mówią, ty działasz.

– Ale dlaczego nie poszliście nad rzekę? Taka piękna pogoda, twój ostatni dzień urlopu i wakacji Irenki?

– No tak. Nie poszliśmy bo całe rano spędziłem przy telefonie. Rozmawiałem z Markiem, Józiem i Edkiem o przemówieniu Hitlera. Zaprosiłem ich z żonami na dzisiaj na dziewiątą. Niech sami posłuchają go na własne uszy.

Gdy około godziny dziewiątej przyszli przyjaciele rodziców, w domu rozlegał się gwar rozmów, czuć było wspaniały aromat rogalików z konfiturą różaną – popisowego wypieku mojej mamy. Przywitałam się z gośćmi jednak gdy dorośli usiedli wokół radia, poszłam do swojego pokoju. Nie byłam śpiąca, więc choć już w piżamie, stanęłam na progu mojego pokoju. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi, wszyscy w skupieniu słuchali słów płynących z radia. Poprzez szum i trzeszczenie radia wyraźnie było słychać pełen wściekłości głos „Ich mach das shnell”. Nie wiem jak długo trwało przemówienie Hitlera, nie znając niemieckiego nic nie rozumiałam więc przenosiłam wzrok z jednej twarzy na drugą próbując cokolwiek z nich wyczytać. Oni zrozumieli każde słowo. Kiedy głos przestał krzyczeć w pokoju zapadła cisza. Wujek Edek przeciągnął włosy na czoło i zaczął parodiować Hitlera „Ich mach das shnell”. Nikłe uśmiechy momentalnie znikły, gdy z radia uderzył nagle szalony wrzask tysięcy gardeł: Hail Hitler, Hail Hitler, Hail Hitler….

Ojciec wyłączył radio. Wycofałam się do swojego pokoju mając nadzieję, że usłyszę rozmowę dorosłych i będę mogła zorientować się co się właściwie dzieje. Leżałam już w łóżku gdy usłyszałam głos ojca:

– Edek, co teraz myślisz, przecież wszystko zrozumiałeś? Czy nadal uważasz, że ten szaleniec blefuje?

Nagle wszyscy zaczęli mówić naraz. …. Ale Anglia i Francja deklarują wypowiedzenie wojny… podpisały, że się do nas przyłączą….Przecież Niemcy nie mogą walczyć z całym światem….Hitler nie wygra z Anglią, nie wygra z Francją…. a co z Rosją?….. co na to Stalin?… i Niemcy będą brać w tym udział?

Nastała cisza. No właśnie – odpowiedział ojciec – słyszeliście to „Heil Hitler”? Ilu tam było Niemców? Jak myślicie…. ile tysięcy tam było?

Goście zasiedli do stołu i Tusia – jak zwykle w świeżo wyprasowanym, białym fartuszku, podawała poczęstunek. Wyśmienite rogaliki mamy zbierały zasłużone komplementy. Rozmowa przeniosła się na temat wystawy światowej w Nowym Jorku i o znajomej wszystkim parze, która przed miesiącem poleciała ją zwiedzić pozostawiając trójkę swoich dzieci z babcią na wsi. Tematem rozmowy stała się możliwość wyjazdu z Polski. Czy powinniśmy? Jeśli tak to dokąd? Jak? Kiedy? I nagle rozmowa zaczęła dotyczyć Żydów. Głosami pełnymi lęku opowiadali o tym, co się dzieje z Żydami w Austrii i w Niemczech. Marek, który przeczytał „ Main Kampf” Hitlera, cicho powiedział, że bardzo się boi. Dodał, że współmałżonkowie z małżeństw mieszanych, ich dzieci a nawet wnukowie Żydów – traktowani będą jak Żydzi. Wszyscy mówili jednocześnie i wydawali mi się przerażeni.

Nagle zrozumiałam dlaczego mój ojciec był tak bardzo zdenerwowany od samego rana. Wielu z jego przyjaciół byli albo Żydami albo mieli żony lub mężów Żydów. Zdałam sobie sprawę, że oni czują się bardzo zagrożeni. Wyraźnie słyszałam w głosach tych dorosłych strach i… bezsilność. Czułam, jak ściska mi się serce tak bardzo zrobiło mi się ich żal. Łzy płynęły po mi twarzy.

Irena Polkowska Rutenberg 12/10/2017

Kategorie: DZIECI WOJNY

Powiązane Posty

DZIECI WOJNY

Dzieci Wojny

Rozpoczynam cykl wspomnień Dzieci Wojny. Czasami dziwi mnie jak żywe są moje wojenne wspomnienia i z jaką łatwością przychodzi mi dzielenie się nimi pomimo, że to co opisuję działo się przeszło siedemdziesiąt lat temu. Wiem, Czytaj więcej…

DZIECI WOJNY

Mój złoty klucz

Czasami dziwi mnie jak żywe są moje wojenne wspomnienia i z jaką łatwością przychodzi mi dzielenie się nimi pomimo, że to co opisuję działo się przeszło siedemdziesiąt lat temu. Wiem, że przez wojnę straciłam większą Czytaj więcej…